Komentarz

Jolanta Wójcik
2016-08-02

O kościele, którym warto się zarazić

Kościół, który celebrował międzynarodowe spotkanie młodych w Krakowie i podkrakowskich Brzegach, to wspólnota żywa i żywotnością swą zaraźliwa. Nie sposób pozostać wobec niej obojętnym. Ci, dla których Światowe Dni Młodzieży były świętem, przeżyli wspaniałą duchową i poznawczą ucztę. Ci natomiast, którzy widzieli w tysiącach pielgrzymów jedynie niedogodność logistyczną i akustyczną (hałaśliwe śpiewy pod oknami), przez ponad tydzień nie mogli ukryć irytacji. Kościół, który porywa i drażni jednocześnie, to Kościół, który działa.

Inicjatywa podjęta przez Jana Pawła II jest genialna w swojej prostocie. Nikt nie ma takiej energii, jak młodzi ludzie. Nic nie kumuluje tej energii bardziej, niż wielkie spotkania młodych właśnie. Przy okazji takich spotkań – dodajmy: w duchu pokojowym – dochodzą do głosu wiara, nadzieja i miłość, które należą wszak do najważniejszych pierwiastków młodości. Razem raźniej. Razem odważniej. Razem łatwiej.

W trakcie Światowych Dni Młodzieży ma miejsce zbiorowe ładowanie akumulatorów. Energii nabierają wszyscy uczestnicy: wierni, siostry zakonne, bracia, księża, biskupi, pewnie także i sam Ojciec Święty. Energia ta udziela się też osobom postronnym, które albo nie mogą wziąć udziału w uroczystościach albo tego nie chcą. Obrazek podpatrzony w Krakowie: przez plac Szczepański maszeruje wyjątkowo liczna grupa pielgrzymów z Wysp Cooka. Na szyjach mają girlandy kwiatów, na głowach słomkowe kapelusze, a na ustach wesołą przyśpiewkę. W długim korowodzie mijają klientów kawiarnianego ogródka, którzy sączą swoje sojowe latte, bez kofeiny, z syropem bananowym. Klienci, w większości rówieśnicy przechodzących właśnie pielgrzymów, zdegustowani, przewracają oczami. W powietrzu robi się gęsto od, zawieszonych pomiędzy dwiema grupami, stereotypów. Jednak uważne oko dostrzega niepozorny ruch, który zdradza jedną z „niewzruszonych” postaci na ogródku: stopa, która mimowolnie kołysze się w powietrzu w takt zasłyszanej piosenki.

Trzeba się wykazać dużą dozą zblazowania, by utrzymywać, iż przelewające się przez polskie miasta i miasteczka tłumy uśmiechniętych, śpiewających ludzi nie budzą, choćby najmniejszej, sympatii. Nawet dla tych, którzy z Kościołem niewiele mają wspólnego poza chrztem (który odbył się bez ich świadomości i woli), wielki spęd młodzieży z całego świata stanowi budujące doświadczenie. Poza „blazą”, która mocno trzyma się wielu młodych ludzi, na zwykłą serdeczność czasem nie pozwala skrępowanie. „W sumie fajni ci ludzie i fajnie, że przyjechali, ale trochę wstyd to przyznać, bo Kościół to wiocha”.

Jest spora szansa, iż ci, którzy doświadczyli ŚDM w trakcie Dni w Diecezjach oraz ci, którzy zdobyli się na przyjazd do Krakowa, zaświadczą, że w Kościele, jaki zamanifestował się podczas minionych dwóch tygodni, wiochy nie ma żadnej. Różnorodność wielonarodowej wspólnoty chrześcijan jest niesamowita i inspirująca. Mnogość chrześcijańskich rytów, rozmaitość sposobów przeżywania wiary, szeroki wachlarz religijnych tradycji (starych i nowych) domagają się uwagi i uczą otwartości na odmienne formy religijności, które są częścią wielkiego, żywego Kościoła Powszechnego. A jeśli nie interesuje cię chrześcijańska wspólnotowość, to nie jesteś chyba obojętny na kulturowe różnice jako takie? W końcu takiej szansy na przyjrzenie się innym narodowościom nie mieliśmy jeszcze nigdy. Co tam Euro z niespełna pół milionową liczbą przyjezdnych, w dużej części naszych najbliższych sąsiadów! Wyspy Cooka? Senegal? Indonezja? Panama? – flagi najodleglejszych krajów powiewały wokół krakowskiego pomnika Mickiewicza jeszcze kilka dni temu.

Różnice, jakie było widać w Krakowie pomiędzy lokalnymi odmianami religijnego temperamentu, były bardzo wyraźne. Niektórzy komentatorzy wskazywali na nieśmiałość i pewną nieporadność pielgrzymów z Polski, która stała w wyraźnym kontraście do żywiołowości i spontaniczności wielu przyjezdnych. Gdy papież Franciszek poprosił o budowanie żywych mostów przez podanie sobie rąk, młodzi Polacy zareagowali dość niemrawo. Nie da się ukryć, że tego rodzaju akcje nie wychodzą nam najlepiej. Nawet zwykły „znak pokoju” często zamienia się u nas w dość przykry rytuał wzajemnego kiwania głową w poczuciu kompletnego zażenowania. Mało w nas gotowości do spojrzenia drugiemu człowiekowi w oczy. Jeszcze mniej woli, by się do niego zbliżyć albo (nie daj Boże!) przytulić.

Dla młodych Polaków doświadczenie ŚDM musiało stanowić niemały szok kulturowy. Olbrzymie zagęszczenie ludzi w ich różnorodności oraz emocjonalnym uniesieniu stworzyło konieczność bliskiej konfrontacji z innością. Na serdecznie otwarte ramiona właściwie nie sposób odpowiedzieć chłodnym skinieniem głowy. Więc zostaliśmy, my Polacy, mocno i z całym sercem, „wyprzytulani” i „wycałowani”. Dostaliśmy taką dawkę ciepła i niespodziewanej bliskości, że zapewne wielu z nas do dziś dochodzi do siebie.

Wypada żywić nadzieję, że całkowicie do siebie nie dojdziemy. Że pozostanie w nas choć cząstka owej spontanicznej serdeczności, a gest otwartych ramion zachowamy dla kręgu szerszego, niż tylko najbliższa rodzina. Sojowe latte dla każdego, kto rozplecie ramiona i pokaże zęby w szczerym uśmiechu! Vamos a Cracovia, o oooooooooooooooooooooooo…

Czytaj dalej

Komentarz

Nowy nuncjusz apostolski w Polsce

Nowy przedstawiciel Franciszka w Polsce pełnił funkcję nuncjusza apostolskiego m.in. w Rwandzie, Tajlandii, Singapurze, Kambodży, Indiach i Nepalu.

Komentarz

O kościele, którym warto się zarazić

Ci, dla których Światowe Dni Młodzieży były świętem, przeżyli wspaniałą duchową i poznawczą ucztę. Ci natomiast, którzy widzieli w tysiącach pielgrzymów jedynie niedogodność logistyczną i akustyczną (hałaśliwe śpiewy pod oknami), przez ponad tydzień nie mogli ukryć irytacji. Kościół, który porywa i drażni jednocześnie, to Kościół, który działa.

Komentarz

O trudnych powrotach

W autokarze do Wrocławia prawie sami pielgrzymi, głównie z Polski. Wszystkie miejsca zajęte, luk bagażowy pęka w szwach. Obok zwyczajowych walizek i toreb podróżnych, piętrzą się potężne plecaki, karimaty, namioty, wielkie worki z częściowo tylko zjedzonym prowiantem, instrumenty i flagi.