Komentarz

Anna Zaorska
2016-04-21

Rodzina w zlaicyzowanej Szwecji

W parku Kungsträdgården zakwitły wiśnie. Sztokholm wita wiosnę na różowo. Chociaż podmuchy kwietniowego wiatru przypominają o pozostawionym w szafie ciepłym płaszczu, mieszkańcy miasta tłumnie oblegają Królewskie Ogrody. W morzu aksamitnych płatków toną zadarte głowy i wyciągnięte ramiona – wszyscy robią sobie zdjęcia. Szwedzi, na co dzień dość zachowawczy i zdystansowani, uśmiechają się szeroko i swobodne.

Maluchy biegają za piłką wokół pomnika Karola XIII. Odblaskowe kombinezony, które noszą tutejsze przedszkolaki, skolonizowały całą przestrzeń: pełzają, skaczą, wchodzą pod nogi licznym przechodniom, wdrapują się na postument, by po chwili z niego zeskoczyć, turlać się po trawie i od nowa zaczynać wspinaczkę. A na schodkach, wkoło rozległego placu, młodzi rodzice z wózkami. Jeszcze więcej jeszcze mniejszych dzieci. Choć nie brak alarmujących komentarzy na temat kryzysu dzietności w Europie, rodzina zdaje się kwitnąć w Szwecji równie pięknie, co drzewka wiśniowe w Kungsträdgården.

Kilka spostrzeżeń przy okazji wiosennych przechadzek sztokholmskimi ulicami: w mieście roi się od niemowląt, kilkulatków i rozczochranych podrostków, widok młodych (i bardzo młodych!) mam nie jest niczym nadzwyczajnym, a połowę wózków pchają mężczyźni. Jeśli dodać do tego dziesiątki mijanych kobiet w ciąży, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ten nordycki kraj zna przepis na przyszłość. Polityka prorodzinna daje tu imponujące owoce. Warto się jednak zastanowić, czy podejście Szwedów do tej życiowej decyzji wynika jedynie z przyjaznej opieki socjalnej. Czy szwedzkie społeczeństwo, określane jako w pełni „zlaicyzowane” i „ponowoczesne”, dalej wysoko ceni rodzinność? Czy współczynnik dzietności na poziomie ok. 1,9 (142. miejsce na świecie w 2014 r. i 4. miejsce w Europie w 2011 r.) może mieć coś wspólnego z modelem życia, którego centrum jest rodzinna komórka?

Wizyta w sztokholmskim Nordiska Museet rzuca światło na tutejsze podejście do życiowych priorytetów. Ten okazały, neorenesansowy gmach kryje szwedzki mikroświat: obyczaje i filozofię życia zamknięte we wnętrzach i przedmiotach. Zaaranżowane w skali 1:1 mieszkanie z lat 40., kilka jadalni z różnych epok, z bogato zastawionymi stołami, wiecznie czekającymi na gości, salon, który co dopiero opuściła wesoła gromada, by świętować Midsommar, czyli pełnię lata – muzeum daje pojęcie o przywiązaniu Szwedów do rodzinnych tradycji, a także do celebracji codzienności. Szeroko i barwnie ukazano tu zarówno najważniejsze szwedzkie święta, jak i celebracje związane z małymi, prywatnymi jubileuszami. Wolny od pracy czas, jeśli wierzyć obszernej ekspozycji Nordiska, to przestrzeń zarezerwowana dla rodziny i jej małych (i większych) rytuałów. Mieszkańcy tych północnych ziem opowiadają swoją historię przez pryzmat wartości domowych, otaczając specjalnym kręgiem wspólnotę opartą na pokrewieństwie krwi i przekazywanych z pokolenia na pokolenie obyczajach.

Ikea – szwedzki synonim międzynarodowego sukcesu – zdaje się nawiązywać do tych samych, rodzinnych fundamentów społeczeństwa. Firma ta mówi nam o Szwedach więcej, niż wynikałoby z biznesowych analiz. Poza tym, że przedsięwzięcie Ingvara Kamprada zrewolucjonizowało rynek meblarski na całym świecie, unaoczniło także idealny styl życia przeciętnego mieszkańca Szwecji. Każdy, kto choć raz odwiedził te przepastne magazyny, może potwierdzić, że w Ikei wszystko kręci się wokół spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi. Ekspozycje naśladują mieszkania tętniące życiem, z porozrzucanymi zabawkami, gabinetem dla ciężko pracującego rodzica, fotelem dla popołudniowego relaksu i piętrowym łóżkiem dla rodzeństwa. Broszury reklamowe zapełniają te przestrzenie aktorami odgrywającymi sielskie chwile odpoczynku po pracy, wspólne biesiady w ogrodzie, weekendowe nieśpieszne poranki przy śniadaniu i wieczory spędzane na wygodnych kanapach, w gronie najbliższych. Hasła marketingowe, które dopełniają ten obraz, koncentrują się na przytulności i przyjazności intymnej przestrzeni, którą jest dom. Szwedzi doskonale rozumieją, że nie można mówić o „domu” w oderwaniu od „rodziny” – stąd reklama naśladująca dobre, pełne, rodzinne życie. A same meble? Zaprojektowane z myślą o ułatwieniu tegoż stadnego życia, nawet na niewielkiej przestrzeni. Co ciekawe, same sklepy Ikei stały się miejscem rodzinnych pielgrzymek, gdzie dorośli załatwiają sprawunki, dzieci bawią się w specjalnie zaprojektowanych strefach, a wszyscy razem kończą wizytę obiadem w popularnej kantynie.

Ks. Dr Mariusz Chamarczuk SDB, który od 1997 roku pełni rolę polonijnego duchownego w Szwecji, w wywiadzie dla tygodnika „Niedziela” (50/2007) zauważa, że w kraju tym „liczy się racjonalizm, ekonomia, praktyka życia, umiejętność odnalezienia się w konkretnej sytuacji i zagwarantowania sobie wolnego czasu, przyszłości, przestrzeni wolności, w którą nikt nie może ingerować”. Dbałość o ową „przestrzeń wolności” wydaje się najlepiej charakteryzować szwedzkie społeczeństwo. A czym jest ten obszar, przyglądając się szwedzkiej rzeczywistości, jeśli nie rodziną właśnie?

Chociaż salezjanin niepokoi się o system wartości Szwedów, którzy „jako naród nie są religijni”, i dość liberalnie podchodzą do uświęconych przez Kościół tradycyjnych modeli życia (związki partnerskie mogą liczyć w Szwecji na wygodne prawne rozwiązania, a małżeństwo można zawrzeć równie łatwo, co je rozwiązać), jego obawy dyktuje przecież zrozumiała, duszpasterska troska. Wydaje się, że pesymistyczne spojrzenie na kondycję i przyszłość szwedzkiej rodziny jest przedwczesne: gotowość do partnerskiego podziału ról w rodzicielstwie i niewątpliwie wysoka, jak na Europę, dzietność wskazują na rozwój, a nie regres rodzinnego życia. A co ze sferą duchową? Ks. Chamarczuk twierdzi, że Szwedzi żyją raczej poza modlitwą i religijną wspólnotowością. Z drugiej jednak strony zauważa, że „kościół katolicki w Szwecji odradza się bardzo intensywnie od lat powojennych, ale wydaje się, że nabrał nowego wiatru w żagle w 2000 r., kiedy to został prawnie zrównany ze wszystkimi innymi związkami wyznaniowymi”. Może zatem warto spojrzeć na tutejsze życie z większą dozą ufności?

Młodzi Szwedzi prędko się usamodzielniają. Państwo oferuje im szereg programów mieszkaniowych i kredytów o wydłużonej i dogodnej perspektywie spłaty. Sądząc po sztokholmskich ulicach na wiosnę, nie opuszczają oni domu po to, by jak najszybciej cieszyć się niezależnością i beztroską. Wbrew temu, co nierzadko słyszy się w mediach, młodzi nie uciekają od rodzin – oni, szybciej niż my, zakładają własne. Ta budząca nadzieję konstatacja, to pierwsze co przychodzi do głowy polskiej turystce w stolicy Szwecji. Ukwiecony Kungsträdgården to zasługa japońskiej odmiany wiśni, którą zasadzono w parku 1998 roku. Japonia nie ma sobie równych, gdy mowa o hodowli roślin ozdobnych. Natomiast w kwestii dzietności to Szwedzi mogliby szkolić Japończyków, którzy w 2014 roku zajmowali 208. miejsce na świecie. I nas, Polaków, z miejscem 212.

Czytaj dalej

Komentarz

Nowy nuncjusz apostolski w Polsce

Nowy przedstawiciel Franciszka w Polsce pełnił funkcję nuncjusza apostolskiego m.in. w Rwandzie, Tajlandii, Singapurze, Kambodży, Indiach i Nepalu.

Komentarz

O kościele, którym warto się zarazić

Ci, dla których Światowe Dni Młodzieży były świętem, przeżyli wspaniałą duchową i poznawczą ucztę. Ci natomiast, którzy widzieli w tysiącach pielgrzymów jedynie niedogodność logistyczną i akustyczną (hałaśliwe śpiewy pod oknami), przez ponad tydzień nie mogli ukryć irytacji. Kościół, który porywa i drażni jednocześnie, to Kościół, który działa.

Komentarz

O trudnych powrotach

W autokarze do Wrocławia prawie sami pielgrzymi, głównie z Polski. Wszystkie miejsca zajęte, luk bagażowy pęka w szwach. Obok zwyczajowych walizek i toreb podróżnych, piętrzą się potężne plecaki, karimaty, namioty, wielkie worki z częściowo tylko zjedzonym prowiantem, instrumenty i flagi.