Kultura

Bartosz Santorski
2016-04-26

Święta z Guadalupe i „Aleja tajemnic”

Nie jesteś sam (...). Jeśli odrzucisz jedno przekonanie, a potem drugie, nadal nie jesteś sam. Wszechświat nie jest bezbożnym miejscem – zauważa bohater najnowszej powieści Johna Irvinga. Choć w „Alei tajemnic” wiele jest znaków zapytania, dwuznaczności i krętych ścieżek, całość spaja cudowna obecność świętości w doświadczeniu codziennego życia. Historia Juana Diego, pisarza i byłego „dziecka z wysypiska”, wije się nieśpiesznie wokół jego tragicznych losów, uniesień i dotkliwych rozczarowań. W obrazie chaosu, jaki do dzisiaj przedstawia Meksyk, Irving umieszcza Matkę Boską, jako spokojną, zatroskaną obserwatorkę przeznaczenia, które musi się wypełnić. Jednocześnie sprowadza ją wprost pomiędzy zagubionych mieszkańców Oaxaca lat siedemdziesiątych i, znajdujących się w ciągłym ruchu, współczesnych obieżyświatów.

Matka Boża, która przywoływana jest na kartach książki prawie równie często, co imiona głównych bohaterów, to nie symboliczna, kontemplacyjna figura. To święta patronka, świadek narodzin katolicyzmu w Meksyku, ale także stale obecna w codzienności postać, do której zwraca się po poradę, przychodzi z prośbą, ale i pretensją, gdy życie uwiera. Święta, towarzyszka, a czasem – w oczach książkowych protagonistów – nieczuła na cierpienie winowajczyni: la virgen morena. Nuestra Señora de Guadalupe, czyli ciemnolica Maria z Nazaretu, o której mowa, ukazała się w XVI wieku Indianinowi na wzgórzu Tepeyac. Adoracja Matki Bożej z Guadalupe należy do największych kultów maryjnych na świecie. Współcześnie Bazylikę Nuestra Señora de Guadalupe odwiedza 12 milionów pielgrzymów rocznie (co stanowi dwukrotność odwiedzających Lourdes i trzykrotność pielgrzymujących do Jasnej Góry).

Niewykluczone, iż ciągła i rzucająca się w oczy obecność Matki Boskiej na stronach „Alei tajemnic” jest zaskoczeniem nawet dla samego pisarza. W końcu pierwotnym umiejscowieniem powieściowej akcji były Indie. Pomysł ewoluował przez lata (jak w przypadku wszystkich książek Irvinga), by w końcu zapuścić korzenie i rozwinąć się w pełni w Meksyku – spajającym ciężkie warunki życia i wielobarwną mieszankę kulturowych wpływów, z kultem maryjnym łącznie. Nie da się pisać o meksykańskich bohaterach w oderwaniu od Matki Bożej, tak jak ciężko przedstawić opowieść o hindusach, usuwając z obrazu hinduskich bogów. Sacrum i mirabilia to nieodłączne elementy kulturowego pejzażu tak w Indiach, jak i w Meksyku.

Irvinga zafascynował temat cyrkowych dzieci, narażających życie w akrobatycznych popisach, wykonywanych bez zabezpieczeń, w objazdowych widowiskach. Dzieci takie rzeczywiście bez trudu znaleźć można i w niegdysiejszej krainie Azteków, i na subkontynencie. Decydując się na Meksyk, amerykański pisarz nieodwołanie związał swoją fabułę ze Świętą z Guadalupe. Symbolicznym gestem z jego strony było nadanie pierwszoplanowej postaci imienia, które jednoznacznie kojarzy się z XVI-wiecznym cudem. Losy Juana Diego naznaczone są legendarną historią tego, który na własne oczy zobaczył matkę Chrystusa. Przypomnijmy historię tego zdarzenia i jego konsekwencje.

Juan Diego Cuauhtlatoatzin w 1531 roku na wzgórzu Tepeyac ujrzał Matkę Bożą. Maria z Nazaretu zwróciła się do Azteka z życzeniem, by w miejscu objawienia wznieść poświęconą jej świątynię. Juan Diego pośpieszył na spotkanie z miejscowym decydentem. Legenda głosi, że jego relacja spotkała się z rezerwą i niedowierzaniem ze strony biskupa, Juana de Zumárragi. Duchowny domagał się satysfakcjonującego dowodu. Juan Diego wrócił więc na wzgórze Tepeyac, gdzie – na polecenie Maryi – zebrał naręcze kwiatów. Z kwiatów tych Madonna ułożyła bukiet, który, pod osłoną płaszcza, Indianin zaniósł niedowiarkowi. Gdy Juan Diego uchylił przed biskupem rąbek tilmy, spomiędzy kwiatów ukazał się wizerunek Marii, odbity na tkaninie. Duchowny padł na kolana przed cudownym obliczem. Wydarzenie to miało świadków, w postaci gości biskupiej rezydencji. Wieść o cudzie błyskawicznie obiegła okoliczne indiańskie siedliska. Biskup zatrzymał święty wizerunek i doprowadził do wybudowania na Tepeyac kaplicy, w której złożono cudowną tkaninę.

W późniejszym czasie w miejscu kaplicy wzniesiono niewielką świątynię, która od razu stała się miejscem kultu. W 1709 roku w tym samym miejscu zbudowano większe i okazalsze sanktuarium. Wkrótce na wzgórzu powstał cały kompleks budynków, obejmujący m.in. klasztor sióstr kapucynek, kaplicę i kościół parafialny. W roku 1904 świątynię mianowano bazyliką. Do 1974 roku cudowny wizerunek przechowywano w pierwotnym, starym kościele. Teren wokół bazyliki okazał się niestabilny i z czasem zaczął się zapadać. W związku z tym podjęto decyzję, by obok świątyni wybudować nową bazylikę: wzniesiono ją w latach 1974-76. Okrągły, przestronny budynek stał się ważnym miejscem pielgrzymek do cudownego wizerunku. Potężne wnętrze mieści nawet 10 tysięcy wiernych.

Wizerunek świętej widnieje na płótnie z agawy i ukazuje ją jako łagodną, młodą, ciemnoskórą kobietę, odzianą w błękitny płaszcz i złotą szatę. Od jej postaci bije złota poświata. Madonna w skupieniu pochyla czoło, dłonie składa do modlitwy. Pod jej sylwetką widać wielobarwnego, skrzydlatego aniołka. Przedstawienie emanuje spokojem i nastraja refleksyjnie. Z drugiej strony, jego cudowność była przedmiotem wątpliwości i gorących sporów, które trwają do dzisiaj. Sam Kościół długo zwlekał z podjęciem decyzji o autentyczności świętego wizerunku: Matkę Bożą z Guadalupe oficjalnie uznał dopiero papież Benedykt XIV w 1745 roku, czyli dwieście lat po objawieniu na Tepeyac.

Naukowa analiza obrazu potwierdziła okres jego powstania – bez wątpienia można go datować na mniej więcej połowę XVI wieku. Według części XX-wiecznych badaczy trudno określić pochodzenie barwników, które składają się na kolorowy wizerunek. Ich skład odbiega rzekomo zarówno od roślinnych, jak i zwierzęcych oraz mineralnych komponentów używanych w przedstawieniach malarskich tamtej epoki. Kolejny, przemawiający za cudownością obrazu, argument to trwałość materiału, na którym widnieje meksykańska Madonna. Według niektórych doniesień indiańskie płótno z agawy zachowuje swoją spoistość przez okres najwyżej dwudziestu lat. Wielu zainteresowanych wizerunkiem Matki Boskiej z Guadalupe wskazuje także na interesujący obraz, jaki wyłania się z wielokrotnego powiększenia jej spuszczonych oczu. Istnieją teorie dopatrujące się w jej źrenicach odbicia klęczącego Juana Diego.

Sceptycznie nastawieni badacze podważają nadnaturalną proweniencję barwników, które można znaleźć na tilmie. Zwracają także uwagę, iż duże powiększenie jakiejkolwiek powierzchni wykaże mnogość barwnych drobin, których precyzyjna interpretacja jest niemożliwa. Tego rodzaju praktyka miałaby otwierać pole do swobodnych hipotez i nadużyć. Ponadto zauważają, że płótno, na którym przedstawiona jest Madonna, jest zagruntowane – co obalałoby tezę o samoistnym odbiciu się wizerunku na tilmie.

Porzucając na chwilę wszystkie naukowe spory, warto pochylić się nad samym fenomenem Matki Bożej z Guadalupe. Święta bardzo przysłużyła się misji chrześcijańskiej w Ameryce Łacińskiej, gdyż stosunkowo szybko została „oswojona”. Indianie nie czuli jej obcości, potraktowali ją jako matczyne, przychylne bóstwo. Warto mieć na uwadze, iż objawienie Juana Diego jest najodleglejszym w czasie świadectwem cudownej obecności Marii z Nazaretu, jakie uznaje Kościół katolicki. Dla Johna Irvinga wyjątkowość patronki obu Ameryk niewątpliwie stała się ważnym motywem w trakcie pisania ostatniej, czternastej już powieści. Sam tytuł książki odnosi się do adresu, przy którym mieści się Basílica de Nuestra Señora de Guadalupe: Calzada de los Misterios – Aleja Tajemnic.

Bohaterowie książki boksują się z rzeczywistością. Nic w ich życiu nie przychodzi łatwo, może poza rozczarowaniem. Irving, wieloletni profesjonalny zapaśnik, z dużą sugestywnością przedstawia trudy funkcjonowania w ciągłej walce: o przetrwanie, osiągnięcia, szczęście, lepsze jutro, a w najdalszej perspektywie – o zbawienie. Dzieci z wysypiska, cyrkowi akrobaci, trener lwów, jezuici, amerykański misjonarz, który porzuca powołanie, wreszcie pisarz, który bezustannie wraca do trudnego dzieciństwa, będącego zarazem przekleństwem, jak i źródłem natchnienia – wszyscy wirują na kartach powieści składając się na nietuzinkowy wachlarz osobowości. Pośród zgiełku ulic Meksyku, a także Filipin, na które zabiera nas autor, niewiele jest punktów oparcia. Dużo się dzieje, oczy i uszy rejestrują zbyt wiele, by uspokoić umysł i serce.

W „Alei tajemnic” tylko święta z Guadalupe wyrasta ponad chaotyczny świat i obserwuje gorączkowe zmagania bohaterów. La virgen morena, jak nazywają ją miejscowi, przygląda się zarówno codzienności, jak i sporom wokół jej cudownego oblicza. W powieści wielokrotnie podnosi się wyjątkowość właśnie tej, „indiańskiej”, Matki Bożej. Dla dzieci z wysypiska jest ona najbliższym wizerunkiem Marii, gdyż jest ze wszech miar „swoja”: ukazała się w Meksyku, objawiła się prostemu wieśniakowi i pozostawiła po sobie odbicie łagodnego, ciemnoskórego oblicza. John Irving, autor lubiany i poczytny, niechcący przyczynił się do popularyzacji Naszej Pani z Guadalupe w świecie zachodnim. Czy i my ją oswoimy?

Czytaj dalej

Kultura

„Kwiat wiśni i czerwona fasola” - o tym, jak smakują dorayaki i dobre życie

Film, będący adaptacją bestsellerowej japońskiej powieści Duriana Sukegawy, nakreśla historię trójki bohaterów: mężczyzny, który zarabia na życie, smażąc popularne w Japonii dorayaki, młodej, wrażliwej dziewczyny i starszej kobiety, która niesie z sobą balast choroby i, związanego z nią, społecznego wykluczenia.

Kultura

Obchody 1050. Rocznicy Chrztu Polski

Plan uroczystych wydarzeń skupia się wokół katedry gnieźnieńskiej i poznańskiej fary. Obchody rozpoczyna Konferencja Episkopatu Polski w Gnieźnie oraz uroczysta Eucharystia w katedrze gnieźnieńskiej 14.04.2016.

Kultura

Wrocław oddaje hołd kardynałowi Kominkowi

W powojennej Polsce, w której pamięć o barbarzyńskich czynach i niewyobrażalnym cierpieniu nieubłaganie towarzyszyła codzienności, myśl o pojednaniu w imię chrześcijańskiego przebaczenia była czymś rzadkim i, dla wielu, niepojętym.