Kultura

Anna Zaorska
2016-05-16

„Zakonnice odchodzą po cichu”, o czym głośno pisze Abramowicz

Opublikowana niedawno książka Marty Abramowicz „Zakonnice odchodzą po cichu” wywołała sporo emocji w środowiskach kościelnych. Reportaż ukazuje z bliska kilka historii sióstr, które – z różnych powodów – zdecydowały się na opuszczenie zakonu. Siostra Jolanta Olech, rzecznik Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych, natychmiast zdystansowała się do publikacji. Obrazowi nakreślonemu przez Abramowicz zarzuciła jednostronność i krzywdzące uogólnienia. Jednakże pisząc o „prymitywnych tezach” autorki, siostra odniosła się nie tyle do książki, co do wywiadu, jakiego udzieliła pisarka jednemu z ogólnopolskich tygodników. Wypowiedź siostry Olech nie jest odosobniona – w podobnym tonie książkę skomentował cały szereg publicystów w katolickich czasopismach. Jednakże, z niejasnych powodów, cała krytyka skupiła się nie na treści „Zakonnic…”, lecz na szumie medialnym wokół tego przedsięwzięcia. Czy Abramowicz rzeczywiście przedstawia polskie zgromadzenia żeńskie w złym świetle?

Przede wszystkim trudno uciec od wrażenia, że nieprzychylne (wręcz wrogie) komentarze w mediach wynikają z braku znajomości samej lektury. Przeczytawszy książkę, nie łapiemy się za głowę pod wpływem nagromadzenia szokujących treści. Wręcz przeciwnie: wpadamy w zadumę i obiecujemy sobie baczniej przyglądać się światu, o którym tak rzadko się mówi. Spotkanie z książką Abramowicz nie stanowi źródła konsternacji. Wbrew temu, co twierdzą zaniepokojone głosy, nie jest to lektura obrazoburcza i skandaliczna. Może być tak potraktowana jedynie przez tych, którzy na życie zakonne patrzą przez pryzmat wyimaginowanych ideałów. Kościół to ludzie, a ludzie Kościoła, choć chcielibyśmy, żeby było inaczej, są tak samo podatni na zło, jak wszyscy pozostali. Abramowicz, ukazując ciemniejszą stronę doświadczenia byłych sióstr, nie przekreśla przecież życia konsekrowanego w ogóle. Żeby to dostrzec, trzeba się jednak pochylić nad całością omawianej książki.

Na dwustu stronach mieści się siedem historii, które obejmują okres po przekroczeniu zakonnych bram, a także śledzą losy bohaterek po opuszczeniu zgromadzenia. Kolejnych trzynaście świadectw zamyka się w krótkich uwagach – podsumowuje je jeden rozdział. Opowieści te są komplementarne i składają się na trudny i skłaniający do refleksji obraz. Byłe siostry, z którymi spotkała się Abramowicz, pochodzą z dwunastu różnych zgromadzeń i prezentują różne warstwy społeczne. Wszystkie na pewnym etapie życia poczuły silne powołanie i wybrały drogę zakonną świadomie. Jedne wytrwały przy swojej decyzji dłużej (nawet ponad dwadzieścia lat), inne krócej. Każda stawiła czoła nieco innym trudnościom i mierzyła się za nimi tak, jak potrafiła. Jednak ich partykularne doświadczenia w wielu punktach wykazują spójność, i, w rezultacie, odnoszą się do podobnych przeciwności.

Odnajdziemy tu m.in. historię miłości, która zrodziła się między dwiema zakonnicami, wątek traumatycznych doznań z dzieciństwa i braku zgody na fachową, psychologiczną pomoc, kwestię rozwijającej się depresji, kryzys wiary w sensowność absolutnego posłuszeństwa, poczucie bezsilności, absurdu, osamotnienia i lęku. Opowieści te łączy niemożność rozwiązania problemów w obrębie struktur zakonnych. Niektóre kobiety nie mogą sobie poradzić z dyscypliną, inne z ideałem umartwiania się, a jeszcze inne z trudnościami natury psychicznej. Warto w tym miejscu zauważyć, iż dylematy i emocje, którym stawiają czoła bohaterki książki, są w większości nieobce również ludziom świeckim. Nie trzeba być postulantką, by bać się swojego przełożonego w pracy i ślepo wykonywać jego polecenia. Nie tylko zakonnice popadają w poczucie beznadziei i pustki. Wiele osób, które nie potrzebują zgody wyższej instancji, nigdy nie otrzymuje fachowej psychologicznej lub medycznej pomocy. Świadectwa kobiet, które spisała Abramowicz nie są szokujące i nie godzą w dobre imię polskiego Kościoła. Pokazują natomiast jego niedoskonałe, ludzkie oblicze.

Zapewne różnych czytelników poruszą odmienne wątki reportażu. Coś całkowicie zrozumiałego dla jednych, dla innych może stanowić źródło zwątpienia. Chyba jednak nikt, po uważnej lekturze książki, nie stanie się wrogiem zakonów żeńskich jako takich. To, z czym stykamy się w historiach rozmówczyń Abramowicz, na tyle nas dotyka, na ile zdajemy sobie sprawę z ogromu wyzwań, jakie stawia przed człowiekiem samo podjęcie zakonnego życia, i to bez udziału opisywanych patologii. Wybór tej ścieżki, o ile wynika z prawdziwej, wewnętrznej potrzeby, jest przecież wyrazem olbrzymiej odwagi i poświęcenia. W świadectwach zebranych przez Abramowicz najmocniej oddziałują rzeczy pozornie małe, jak np. zapisek z dziennika siostry Doroty: „Włosy trzeba związać. Myśli przeciw czystości: chcę ładnie wyglądać, nie mam odwagi wyglądać brzydko” (s. 38). Kto we współczesnej kulturze cielesnego ideału potrafi, z łatwością i bez żalu, porzucić zainteresowanie swoim wyglądem? Ta prosta myśl w głowie młodej dziewczyny, która znajduje się na początku trudnej drogi, rezonuje wielokroć mocniej niż opisy absurdalnych wymagań ze strony przełożonych. Wszyscy stykamy się w życiu z niedorzecznościami, ale tylko niektórzy z nas mają siłę przezwyciężyć dylemat, z którym mierzy się siostra Dorota.

Czy można potraktować jako zarzut, że rozmówczynie Abramowicz więcej czasu poświęcają ciemnym niż jasnym stronom ich zakonnych doświadczeń? Raczej nie, chodzi przecież o te siostry, które opuściły zgromadzenia (niektóre z własnej woli, inne – z woli przełożonych). Dla nich wierność swojej pierwotnej decyzji okazała się, z różnych przyczyn, niemożliwa. Ich zawiedzione nadzieje nie mogły zrodzić narracji pozytywnej. A czy jest dzisiaj miejsce dla świadectw negatywnych, płynących z wnętrza Kościoła? Czy przyznajemy im prawo do funkcjonowania w sferze publicznej? Książka pokazuje wycinek życia konsekrowanego – autorka w żadnym jej punkcie nie twierdzi, że jest inaczej. Zresztą już na początku zastrzega, iż reportaż bazuje na świadectwach dwudziestu byłych sióstr, czyli tylu, do ilu udało jej się dotrzeć w ciągu pół roku. Ten, kto zapozna się z publikacją, zauważy, że autorka stawia pytania i aktywnie, wraz z czytelnikiem, poszukuje możliwych odpowiedzi. Nie feruje wyroków.

Konstrukcja reportażu jest bogata. Poza świadectwami byłych sióstr, znalazły się w nim: komentarze zakonników, odniesienia do najważniejszych publikacji w omawianej tematyce (m.in. do obszernego opracowania Eugena Drewermanna pt. „Kler. Psychogram ideału”), notki historyczne (z dziejów zakonów męskich i żeńskich w Polsce i Europie, a także z postanowień Soboru Watykańskiego II), podsumowania liczbowe (dane z roczników statystycznych), wywiad z mistrzynią postulatu francuskiego zgromadzenia Matki Bożej z Syjonu, krótka rozmowa z przełożoną jednego z polskich zakonów oraz spojrzenie na wolności i swobody, którymi cieszą się – wspomniane w książce – zakony żeńskie we Francji, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych.

Właściwie jedyną tezą książki jest ta, że polskie życie zakonne kobiet wydaje się tkwić w duchu przedsoborowym, a sytuacja sióstr w Polsce różni się pod wieloma względami od tej, w której znajdują się zakonnice w krajach zachodnich. W tym miejscu wypada zadać pytanie: czy jest tak rzeczywiście? Odpowiedzi dostarczyć mogłyby siostry, które trwają przy obranej drodze. Problem jednak w tym, że w polskiej przestrzeni medialnej bardzo trudno odnaleźć ich autonomiczne i swobodne wypowiedzi na temat współczesnych uwarunkowań zakonnego życia w kraju. Abramowicz zauważa, że – w odróżnieniu od zakonnic innych nacji – „ [polskie siostry] nie bronią praw kobiet, nie wypowiadają się publicznie, nie walczą o zmianę swojej pozycji w Kościele” (s. 187). Autorka pyta: skoro zakony męskie potraktowały soborowy Dekret o przystosowanej odnowie życia zakonnego jako źródło pożytecznych zmian, dlaczego nie zrobiły tego zgromadzenia żeńskie?

W książce słychać głos męskiego Kościoła, pochodzący od ojców dominikanów. Jeden z zakonników zauważa: „Mogę się z bratem nie zgadzać, ale potem, podczas kapituły, jego głos waży tyle samo, co mój (…) Życie w jedności, która jest różnorodnością, jest dla nas oczywiste. Dlatego tym bardziej nie rozumiemy nadużywania władzy w zakonach żeńskich” (s. 143). W dłuższej rozmowie z Abramowicz deklaruje on nie tylko demokratyczny charakter życia w swoim zakonie, ale i dużą dozę zaufania, jaką darzą go przełożeni. Mowa jest o braku tego rodzaju podejścia w przypadku sióstr, a także o ich „czysto pobożnościowej formacji”, która pomniejsza rolę przygotowania intelektualnego i duchowo-moralnego. Dominikanie, z którymi rozmawia autorka, zdają się wskazywać na nadrzędną rolę sumienia w walce o zachowanie wierności zakonnym ideałom. To w sumieniu rozgrywać ma się najważniejsza praca nad sobą, a nie w zewnętrznych regułach i przyjętych obyczajach. Wierność narzuconej dyscyplinie musi być wolna od konfliktu sumienia. Pod koniec książki Abramowicz umieściła kazanie księdza Niedałtowskiego z kościoła św. Jana na gdańskiej starówce. To słowa o wolności i odpowiedzialności, której dostarcza chrześcijanom właśnie sumienie. Czy autorka w ten sposób próbuje wskazać na źródło problemów w żeńskich zakonach? Czy w niewystarczającej ufności w sumienie sióstr zauważa przyczynę skostnienia zasad narzucanych przez przełożone? Czytelnikowi pozostawia się tu pole do indywidualnego namysłu.

Dotychczasową polemikę z książką Abramowicz trudno uznać za wartościową i reprezentatywną dla kościelnego środowiska. Przede wszystkim dlatego, iż przeciwnicy tej publikacji potępiają ją odgórnie, nie wchodząc w dialog z jej treścią, i odnosząc się jedynie do wywiadów, jakie przeprowadzono z autorką po premierze „Zakonnic…”. Po drugie, część nieprzychylnie nastawionych komentatorów podnosi argument, którego nie sposób traktować poważnie. Brzmi on mniej więcej tak: osobie, która nie praktykuje religii albo nawet (według, pewnych swoich źródeł, krytyków) w ogóle nie wierzy, nie wolno wypowiadać się na tematy związane z Kościołem. Brak religijnego doświadczenia ma stanowić przeszkodę w rozeznaniu w opisywanych zjawiskach. Trzeci podnoszony przez krytyków Abramowicz problem, to jej aktywizm społeczny na rzecz walki z homofobią, który dowodzić ma postawy antykościelnej.

Tygodnik „Niedziela” opublikował wypowiedź s. dr Bogny Młynarz ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana, która podejrzewa Abramowicz o brak zrozumienia tematyki podyktowany odmiennym światopoglądem. Z kolei jezuita ks. Piotr Kropisz pisze dla portalu Deon.pl, że autorka książki to „osoba agresywnie walcząca z wartościami, które leżą u samych podstaw życia konsekrowanego”. Atak księdza na pisarkę jest jednoznaczny i ostry, co może zdumiewać, gdyż sam przyznaje, że publikacji nie czytał, i że w ogóle nie warto zajmować się tym tematem, „bo szkoda przysparzać reklamy książce, która nie jest warta zaglądania do niej”. Dokładnie w tym duchu wypowiada się dziennikarka „Gościa Niedzielnego”, Agata Puścikowska, która, nie kryjąc oburzenia, określa reportaż jako „tanią sensację”. Jednocześnie stwierdza, że książki nie czytała, i nie ma po co do niej zaglądać: „Wywiady na temat sióstr, a więc zapewne i cała promowana książka, oparte są na generalizowaniu, wytwarzaniu atmosfery napięcia”. W jaki sposób można polemizować z treściami, których się nie zna? Wspomniani komentatorzy prawdopodobnie spojrzeliby na publikację Abramowicz nieco bardziej przychylnie, gdyby tylko dali jej szansę. Jej opowieść jest otwarta i wielowątkowa, niepozbawiona szerokiego odniesienia do historii, kontekstu kulturowego i zewnętrznego komentarza.

Autorka, po wysłuchaniu wielu historii, pyta samą siebie i czytelnika: „czy tak jest wszędzie?”, „czy to wyjątek czy reguła?”. Zresztą pytanie to kieruje także do zakonnej przełożonej, matki Nikodemy. Rozmówczyni przedstawiona jest jako wrażliwa i poświęcona swojej pracy zakonnica (na co dzień kieruje domem dla upośledzonych dzieci). Siostra, przy całym oddaniu swojej misji i wyraźnej empatii, nie podejmuje się jednak odpowiedzi. Przestrzega jedynie, iż siostry, które odchodzą, „są bardzo rozgoryczone”, i że nikt nie lubi rozmawiać o swoich grzechach z obcymi. Przepaść między kobietą w habicie i kobietą ubraną po swojemu wydaje się nie do pokonania. Analiza sytuacji nie posuwa się do przodu.

Jaką mają wartość historie nieopowiedziane? Choćby najwierniejsze prawdzie, najbardziej podnoszące na duchu lub przeciwnie, rozczarowujące – jeśli pozostają w sferze myśli, nie mają siły oddziaływania, nie zbliżają do zrozumienia ludzkiego świata. Jeżeli siostry nie podzielą się swoim doświadczeniem powołaniowej drogi, która może być wspaniała, ale i ciężka i nieznośna (jak zresztą wszystkie drogi), życie zakonne pozostanie mgliste i podatne na, niezgodne z prawdą, dopowiedzenia. Będzie polem do domysłów, przeinaczania faktów i krzywdzących uogólnień. Książka Marty Abramowicz nie wpisuje się jednak w niesprawiedliwy, demonizujący nurt krytyki. Jest w niej sprawność i rzetelność reporterska, zasadność argumentów i szeroka perspektywa. „Siostry przełożone są przekonane, że postępują słusznie. Mistrzynie i Matki Generalne nie są złymi macochami, które gnębią swoje córki, one wierzą, że prowadzą je ku doskonałości” (s. 131) – pisze autorka. Może zatem, w imię sprawiedliwości, warto przeczytać książkę, zanim się ją potępi.

Czytaj dalej

Kultura

„Kwiat wiśni i czerwona fasola” - o tym, jak smakują dorayaki i dobre życie

Film, będący adaptacją bestsellerowej japońskiej powieści Duriana Sukegawy, nakreśla historię trójki bohaterów: mężczyzny, który zarabia na życie, smażąc popularne w Japonii dorayaki, młodej, wrażliwej dziewczyny i starszej kobiety, która niesie z sobą balast choroby i, związanego z nią, społecznego wykluczenia.

Kultura

Obchody 1050. Rocznicy Chrztu Polski

Plan uroczystych wydarzeń skupia się wokół katedry gnieźnieńskiej i poznańskiej fary. Obchody rozpoczyna Konferencja Episkopatu Polski w Gnieźnie oraz uroczysta Eucharystia w katedrze gnieźnieńskiej 14.04.2016.

Kultura

Wrocław oddaje hołd kardynałowi Kominkowi

W powojennej Polsce, w której pamięć o barbarzyńskich czynach i niewyobrażalnym cierpieniu nieubłaganie towarzyszyła codzienności, myśl o pojednaniu w imię chrześcijańskiego przebaczenia była czymś rzadkim i, dla wielu, niepojętym.